Czy można być ideowym komunistą, a jednocześnie człowiekiem wierzącym, który w dojrzałym wieku przyjął chrzest rzymsko-katolicki? Czy można być wieloletnim pracownikiem dyplomacji PRL i otrzymywać świąteczne życzenia od najbardziej antykomunistycznego prezydenta USA, Ronalda Reagana? Czy można należeć do grona najbardziej zaufanych osób komunistycznych władz Polski, a następnie być przez te same władze skazanym na karę śmierci i pozbawienie polskiego obywatelstwa? Czy można zostać zrehabilitowanym przez wolną Polskę, ale nie ujrzeć jej na własne oczy?
Można. Tego wszystkiego doświadczył Romuald Spasowski, ambasador PRL w Waszyngtonie, który w grudniu 1981 r. poprosił o azyl politycznych w Stanach Zjednoczonych. I o tym jest mój artykuł pt. „Uciekinier z obozu” w najnowszym (45/08) numerze tygodnika „Wprost”.
Oczywiście Spasowski nie był osobą kryształową. Ale nie był też postacią całkowicie negatywną. To po prostu sylwetka złożona, a o takich chyba najciekawiej się pisze. Dlatego zapraszam do lektury!