Śladami bezpieki i partii

lipiec 9, 2009

W czerwcu miałem przyjemność prowadzić promocję najnowszej książki dr. Sławomira Cenckiewicza pt. “Śladami bezpieki i partii. Studia – Źródła – Publicystyka”, zorganizowaną przez Klub “Gazety Polskiej” w Gdyni. Poniżej zdjęcie oraz relacja filmowa z tego spotkania. O książce pisał dużo nie będę – Sławek Cenckiewicz to już po prostu marka na polskim rynku, i historycznym, i wydawniczym.

gdynia1


Bohater ściśle jawny

luty 16, 2009

Płk Ryszardzie Kukliński to niestety postać wciąż kontrowersyjna, w opinii wielu Polaków zdrajca. W polskiej tradycji szpiegów rzadko dażono szacunkiem, z reguły współpracę z wojskiem innego państwa traktowano jako kolaborację z zaborcą czy okupantem. Aby właściwie ocenić płk. Kuklińskiego trzeba jednak zadać sobie retoryczne pytanie – jeśli zdradził, to jaką Polskę?

 

            Nie na darmo przecież nasze państwo po 1989 r. nazywa się III Rzeczpospolitą, a nie II Polską Rzeczpospolitą Ludową. Ryszard Kukliński złamał przysięgę wojskową kraju niesuwerennego, pozostającego pod kontrolą Związku Sowieckiego. Swoją współpracą z Amerykanami nie zdradził ani tej Polski, która była przed PRL, ani tej, która po nim nadeszła.

 

Więcej w moim artykule pt. “Bohater ściśle jawny” w miesięczniku “Czas na SKOK”. Zapraszam.


Uciekinier z obozu

listopad 4, 2008

 

wprost

 

Czy można być ideowym komunistą, a jednocześnie człowiekiem wierzącym, który w dojrzałym wieku przyjął chrzest rzymsko-katolicki? Czy można być wieloletnim pracownikiem dyplomacji PRL i otrzymywać świąteczne życzenia od najbardziej antykomunistycznego prezydenta USA, Ronalda Reagana? Czy można należeć do grona najbardziej zaufanych osób komunistycznych władz Polski, a następnie być przez te same władze skazanym na karę śmierci i pozbawienie polskiego obywatelstwa? Czy można zostać zrehabilitowanym przez wolną Polskę, ale nie ujrzeć jej na własne oczy?

 

Można. Tego wszystkiego doświadczył Romuald Spasowski, ambasador PRL w Waszyngtonie, który w grudniu 1981 r. poprosił o azyl politycznych w Stanach Zjednoczonych. I o tym jest mój artykuł pt. „Uciekinier z obozu” w najnowszym (45/08) numerze tygodnika „Wprost”.

 

Oczywiście Spasowski nie był osobą kryształową. Ale nie był też postacią całkowicie negatywną. To po prostu sylwetka złożona, a o takich chyba najciekawiej się pisze. Dlatego zapraszam do lektury!


WARTO… przeczytać Chodakiewicza

styczeń 22, 2008

A konkretnie wydaną właśnie przez IPN jego książkę “Po Zagładzie. Stosunki polsko-żydowskie 1944-1947″, będącą antidotum na bzdury i stereotypy powielane przez Jana T. Grossa w “Strachu”.

A dlaczego bzdury i dlaczego stereotypy, oraz dlaczego warto poznać dzieło Marka Jana Chodakiewicza – o tym w moim artykule na portalu www.prawica.net. Polecam.


WARTO… przeczytać “Arcana”

maj 30, 2007

Uznałem dzisiaj, że czas najwyższy przerwać milczenie i uaktywnić się ponownie na łamach „Mediokracji”, wynagradzając choć w małym stopniu odwiedzanie mojego bloga tym, którzy w ostatnim czasie uparcie zaglądali na niego mimo długiego braku aktualizacji.  

A ponieważ mało ostatnio piszę, najlepiej jak polecę inną niż „Mediokracja” lekturę, mianowicie – dwumiesięcznik „Arcana”. 

W najnowszym numerze tego dwa czasopisma (2-3/2007, marzec – czerwiec 2007) znaleźć można dwa artykuły autorstwa dr Sławomira Cenckiewicza – „W kontenerach do Moskwy… Płk Henryk Jasik o zagrożeniach dla III RP” oraz, napisany wspólnie z dr Piotrem Gontarczykiem, „»Słowo harcerza«. Kazimierz Koźniewski (1919-2005), agent ps. »33« i tygodnik  »Polityka«”. 

„W kontenerach do Moskwy… Płk Henryk Jasik o zagrożeniach dla III RP” – to zaledwie kilkustronicowy, ale  warty dłuższej chwili uwagi tekst podnoszący rzadko goszczący w debacie publicznej temat archiwów służ specjalnych PRL będących w posiadaniu innych państw. „Otóż należy wyraźnie podkreślić, że istotna wiedza o naszej przeszłości ukryta jest w wielu dokumentach, które znajdują się poza Polską, i to wcale nie tylko w rękach naszych wschodnich sąsiadów z Federacji Rosyjskiej. Bez większego ryzyka (…) można założyć, że zwłaszcza po 1990 r. wiedza o Polsce stała się powszechną i międzynarodową” – piszeSławomir Cenckiewicz, a na dowód swych słów cytuje dokumenty (wydrukowane również w „Arcanach”) płk Henryka Jasika, na początku 1990 roku Dyrektora Departamentu I MSW, który już w III RP informował swoich przełożonych m.in. o tym, że w berlińskiej siedzibie NRD-owskiej bezpieki Stasi znaleziono materiały dot. działalności „Solidarności”. Zdaniem autora jest to jeden z dowodów, iż państwo polskie nie posiada pełnej kontroli nad wiedzą historyczną ukrytą w dokumentach z okresu PRL.  

Z kolei artykuł „»Słowo harcerza«. Kazimierz Koźniewski (1919-2005), agent ps. »33« i tygodnik  »Polityka«” jest próbą obrony autorów – Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka – którym środowisko tygodnika „Polityka”, przede wszystkim na łamach książki Wiesława Władyki pt. „Polityka i jej ludzie”, zarzuca „dziką lustrację” Kazimierza Koźniewskiego, przez wiele lat redaktora magazynu. Cenckiewicz i Gontarczyk celnie obalają argumenty byłych kolegów redakcyjnych agenta „33” – taki pseudonim bezpieka nadała Koźniewskiemu – przytaczając najbardziej znaczące przykłady z jego prawie półwiecznej współpracy z SB, jak identyfikacja Stanisława Cata Mackiewicza, publikującego na łamach paryskiej „Kultury” pod pseudonimem „Gaston de Cerizay”. Lista osób, głównie z tzw. środowisk twórczych, na które donosił Koźniewski jest imponująca. 

Ale wspomniane wyżej teksty warto przeczytać nie tylko, a może nawet nie przede wszystkim, dla głośnych nazwisk. Pokazują one, że niezależnie jak oceniamy tzw. „teczki” – a ostatnio ocenia się je raczej negatywnie – bez wiedzy o ich zawartości nie można rzetelnie badać i opisywać historii Polski XX wieku.


WARTO… zobaczyć film “Strajk”

luty 21, 2007

 

Ponieważ sam często (także na tej stronie) czepiam się mediów za ich przesadną krytykę, nie wypada, aby wszystkie wpisy na moim blogu były zbudowane tylko na zasadzie „anty”. Stąd pomysł na cykl „WARTO…”, w którym będę prezentował to, co warto przeczytać, zobaczyć, na co warto poświęcić trochę swojego czasu. Dziś polecam film „Strajk” Volkera Schlöndorfa, na którego oficjalnej premierze miałem przyjemność być w ostatni poniedziałek. Najkrócej mówiąc, opowiada on o opozycji antykomunistycznej w latach 70., aż do strajku w sierpniu 1980 roku, z perspektywy pracownicy Stoczni Gdańskiej (Agnieszka Walczak- postać w oczywisty sposób oparta na życiu Anny Walentynowicz). 

Choć obraz miał swoją premierę dopiero kilka dni temu, już wywołał mnóstwo kontrowersji. Generalnie- większość bohaterów tamtych wydarzeń zarzuca mu nieścisłości historyczne, zapominając, że mamy do czynienia z filmem fabularnym, a nie dokumentem (co na premierze słowami „It’s just the movie” wyraźnie podkreślił sam reżyser). Annie Walentynowicz nie podoba się, że została przedstawiona jako analfabetka (główna bohaterka w filmie nie potrafi pisać i czytać, choć w trakcie rozwoju akcji uczy się tego), Lechowi Wałęsie- że przecenia rolę pani Anny, stoczniowcom- że przedstawia się ich jako pijaków. Na siłę można by w minimalnym stopniu uznać te zarzuty za słuszne, ale czy o to naprawdę chodzi? Przecież nikt oglądający ten film nie ma złudzeń, że komunizm upadł z powodu działalności jednej kobiety (chociaż rola w tym Anny Walentynowicz jest nie do przecenienia). 

1,5-godzinny obraz opowiadający o wydarzeniach z 2 dekad z natury rzeczy musi operować skrótami, schematami, symbolami, obrazami plastycznymi, ale przez to trochę przejaskrawionymi. Nie zmienia to faktu, że film kręcony w całości w Gdańsku bardzo dobrze oddaje realia i atmosferę tamtych lat, świetną rolą drugoplanową „elektryka Leszka” ;-) popisał się Andrzej Chyra, a całość dopełnia hipnotyzująca muzyka Jean Michel Jarre’a z koncertu w stoczni z 2005 roku. No i najważniejsze- wstyd, że mamy taką piękną historię, a filmy o niej muszą nam kręcić inni. Wstyd, że gdy już to zrobią, na premierze takiego filmu połowa foteli w kinie jest pusta.